Kraina Zawalonych Przedmiotów
niedziela, 12 września 2010
miejskie legendy 1
w pobliskiej wsi odbylo sie wesele. tradycyjne, polskie, huczne i zakrapiane. byla cala blizsza i dalsza rodzina, byli znajomi pary mlodej, byla weselna wodka i weselne zabawy. jedna z nich bylo podrzucanie swiezo upieczonych malzonkow do gory. wysoko, pod sufit, na silnych ramionach kolegow pana mlodego. czy ramiona byly za silne, czy moze panna mloda za lekka. trudno zgadnac. tak czy owak zabawa ta okazala sie ostatnia, a glowa panny mlodej odpadla od ciala odcieta ostrzem wirujacego pod sufitem wiatraka. karmazynowa krew splamila biel slubnej sukni, twarze i odziez zgromadzonych gosci. mlody maz, a zarazem wdowiec wyladowal w szpitalu psychiatrycznym. ojciec dziewczyny jeszcze tej samej nocy popelnil zamobojstwo przy pomocy sznura i belki w stodole.
sobota, 17 lipca 2010
Pierwszy meldunek
Hej blogu (jako ze nie licze na zastepy czekajace z wypiekami na twarzy na kolejny mrozacy krew w zylach tudziez bawiacy do lez wpis zwracam sie do bloga jako spersonifikowanego adresata tego spisu banalow), witam cie w ten upalny lipcowy dzien. Pisze do ciebie wlasnie z malego, turystycznego krzeselka, poniewaz w wyniku awarii pewnego waznego mebla w moim mieszkaniu obecnie mam troche za malo miejsca na korzystanie z luksusu zasiadania na prawdziwym krzesle z oparciem. Jest calkiem niezle, chociaz przyznaje, bywalo wygodniej. Teraz spie na wielkim materacu rozlozonym na podlodze w malym pokoju, zwanym gabinetem (hehehe) dzieki czemu w calkiem przyjemnej atmosferze moge ogladac filmy rozkoszujac sie smakiem piwa i czipsow na moim komputerze, przeniesionym tutaj wraz z materacem. Sytuacja moza rzecz - oswojona i prowizorycznie opanowana - jakby camping we wlasnym m3. no w koncu mamy wakacje :P Krzeselko odrobinke wrzyna mi sie w dupe, takze czuje sie jak na prawdziwym biwaku i stwierdzam z cala odpowiedzialnoscia i stanowczoscia ze nie moglabym byc wedkarzem (w hipermarkecie gdzie nabylam ow przedmiot podpisany byl on jak nastepuje: "krzeselko wedkarskie"), bo co chwile musialabym wstawac zeby troche rozruszac moje zastale poslaby i wedka musialaby pozostac porzucona nad brzegiem. Tak - brak mi cierpliwosci, mam nadzieje ze jednak tym razem uda mi sie ta moja wade nieco okielznac i bede zagladac tu regularnie, a tymczasem koncze swoja piersza wypowiedz dla ciebie, drogi blogu i zmykam, bo jak wiesz krzeselko... :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)